poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział VIII

Dla efektu polcam piosenke http://www.youtube.com/watch?v=XF2AlO8cKbE skopuij sb, wkej i czytaj słuchając. Lepszy efekt gwarantowany!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siedziałam tak chwile po czym usłyszałam dźwięk telefonu. Zrwałam się z miejsca i podbiegłam do torby.
A-Amy L-lekarz
L- Dzień dobry czy rozmawiam z Panną Amy Scarlot?
A- Tak przy telefonie.
L- Chciałbym panią powiadomić iż 6 letnia Alex Scarlot i 45 letnia Anna Scarlot są w szpitalu.
A- Co co się stało?!
L- Osoby te miały ciężki wypadek są w ciężki stanie. Jeżeli może Pani przyjechać za 30 min do szpitala Św. Catrine Paykelr...
A- Oczywiście, że przyjadę!
L- Dowidzenia.
A- Dowidzenia.
Odłożyłam słuchawke i zaczęłam płakać. Mama i Alex to jedyna rodzina jaka mi została. Alex i tak była bardzo chora lecz miałą duże szanse na przeżycie a teraz. Teraz to koniec mojego szczęścia.
- Amy co się stało?! - Zapytał Liam. Spojrzałam na niego szklanymi oczami.
- Mama,Alex one...- I tu wybuchłam płaczem. Niall mnie przytulił. Powiedziałam chłopakom adres. Jechaliśmy jak szaleni. Kiedy byłam już w sali opadłam przy łóżku mamy i Alex. Okazało się, że czcigodna mamusia jechała pod wpływem alkoholu. Dotknęłam opuszkami palców dłoni Alex. Była zimna jak lód.
- Jesteś zadowolona! Zawsze byłaś pijaczką, ale krzywdzić mnie i Alex! Nienawidze cię! - Krzyknęłam cała zalana łzami w strone mamy. Wybuchłam niepochamowanym płaczem. Chłopacy stali i patrzeli a mnie z smutkiem i żalem.
- Co jeśli one nie przeżyją? - Zapytałam w stronę chłopaków. Niall podbiegł do mnie i mnie przytulił. Spojrzałam na Alex. Na ekranie gdzie pokazywało jej rytm serca pojawiła się kreska i pisk tak samo jak u mamy. Liam szybko pobiegł po lekarza a ja tak siedziałam na środku pokoju patrząc na ekran. Wbiegli lekarze. Chłopacy mnie wyprowadzili. Nie mogłam w to uwierzyć. Siedziałam teraz przed salą modląc się, żeby ważne w moim życiu osoby przeżyły. Nagle z sali wyszedł lekarz.
- Przykro mi robiliśmy co w naszej mocy ale.... - Lekarz nie dokończył, bo ja wybiegłam ze szpitala. Chłopacy pognali za mną. Kiedy biegłam poczułam jak ktoś ciągnie mnie w bok. Byli to jacyś chłopacy.
Obezwładnili mnie. Jeden z nich wcisnął mi coś do gardła. Chyba jakąś tabletkę. Ich dłonie schodziły w różne miejsca. Piszczałam lecz nikogo nie było.
- I co teraz balet nie pomorze? - Zapytał jeden z nich. Czułam jak drętwieje mi ciało. Nagle z zauku wbiegli chłopcy. Zobaczyli mnie i pognali w moją stronę. Zayn, Harry, Liam i Louis zaczęli bić się z tymi chłopakami a Niall podbiegł do mnie. Leżałam na chodniku w jakimś zauku. Leżałam. Nie mogłam się ruszyć. Niall ułożył mnie w pozycji siedzącej.
- Coś ci jest? Odezwij się. - Powiedział. Spojrzałąm na niego ruszyłąm coś wargami, lecz nie wydobył się rzaden dźwięk. Nic.
- Czemu? - Wyszeptałam patrząc na swoje dłonie. Chłopak wziął mnie na ręce. Reszta skończyłą się bić. Bałąm się. One odeszły a ja?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz